Witka bylo dzis wyjatkowo trudno sciagnac z plazy. Przespal przeszlo 2,5 godz. Obudzil sie, pokiwal w takt sygnalu mojego telefonu, ktory wlasnie wyrwal go ze snu i od razu pognal do wody. Dlugo negocjowalismy, zeby zgodzil sie z nami pojsc na spacer do Cefalu.
Wrocilismy do pokoju, ja sie szybko wyszorowalem i pognalem po wieksze zakupy do supermarketu - Asia z Witkiem w miedzyczasie szykowali sie do wyjscia. Troche czasu zajelo mi wyszukiwanie najtanszych produktow w promocyjnych cenach, ale uwazam, ze zakupow udalo mi sie tanio dokonac.
Wrocilem, zrobilismy sobie kanapki i poszlismy nadmorska promenada do Cefalu. Tym razem szlo sie calkiem przyjemnie - upal nie meczyl, bo od morza wial silny wiatr.
Pozwiedzalismy miasto, napstrykalismy zdjec, nabylismy korkociag (w markecie kupilem butelke bialego wina sycylijskiego) i wrocilismy w porze wieczornego koryta do hotelu. Nawet Witkowi spacer podobal sie, bo w obie strony przeszdl trase samodzielnie.
Dzisiejsza obaidokolacja byla kompletnym nieporozumieniem. Potrafie zrozumiec poludniowa tradycje celebrowania posilkow, ale wszystko ma swoje granice. Czwartkowe kolacje, to wg tradycji tego hotelu - kolacje galowe. Totez celebra jest wyjatkowa - zupelnie nieadekwatna do jakosci serwowanego posilku. Do tego jeszcze zapiewajlo z syntezatorem zawodzacy swiatowe przeboje, uniemozliwiajacy zebranie mysli, czy tym bardziej konwersacje. Calosc rozciagnieta w czasie na dwie godziny (od 20:00 do 22:00). Witek dzielnie wytrwal godzine - w tym czasie dotarla do nas przystawka w postaci plasterka szynki z pomidorami (nie prosciuto bynajmniej - jakas taka smakiem i konsystencja podobna do naszej szynkowej), a potem pierwsze danie: lyzka rizotto (na ich miejscu serwowal bym to na mniejszych talezach, bo wygladalo to zalosnie). Pomijam juz fakt, ze o talez dla Misia tym razem musielismy sie upomniec, bo kelner wyszedl z zalozenia, ze on nie bedzie tego jadl (inna sprawa, ze slusznego, bo rzeczywiscie nie mial ochoty tego tknac). Dalej Witek grzecznie zaprotestowal i kazal sie zaprowadzic do pokoju. Asia zostala zeby nam opowiedziec co bylo nastepnie serwowane. Otoz potem bylo drugie danie: mieso drobiowe z pieczonymi kartoflami (to akurat calkiem niezle). Jak smakowal deser jednak nie wiemy, bo dla Asi go zabraklo, mimo, ze wszyscy na okolo dostali, wiec zirytowana ostentacyjnie wyszla nie czekajac az racza sobie jednak przypomniec o niej...
W pokoju Mis z zadowoleniem wypil swoje kakao, zabralismy latarke i poszlismy na tradycyjny spacer. Po spacerze jeszcze chwile dokazywal i poszedl spac, a my osuszylismy butelke wina, o ktorej wspomnialem wczesniej.
W miedzyczasie do naszego pokoju dobijala sie jakas stara Szwedka, co pomylila pokoje - w ogole rezydujacy w tym hotelu turysci to w 80% emeryci, wiec zaistnial juz kilka razy problem tlumaczenia im jak maja trafiac do swoich pokoi, bo budynki hotelu sa bardzo rozlegle.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz