czwartek, 14 czerwca 2012

Leniuchujemy

Wczoraj po kolacji udalismy sie tradycyjnie na spacer nad morze - trasa odwrotna niz zazwyczaj - obok starej willi stojacej nad morzem i oposzczonej chaty.
Poniewaz Witek byl po podrozy wyspany, wiec trzeba go bylo wymeczyc porzadnie.
Wieczorem pogoda ulegla radykalnej zmianie - od morza wieje silny wiatr, pojawily sie spore fale, ktore zjadaja nam brzeg i zrobilo sie chlodniej.
Po spacerze, poznym wieczorem poszlismy jeszcze do nadmorskiej knajpy na jednego, glebszego przed spaniem. Oczywiscie Wlosi dopiero po 22:00 przyszli tu na kolacje. Taki ich tryb zycia sprawia, ze ja ze swoja otyloscia brzuszna zupelnie nie wyrozniam sie na ich tle, a w wielu wypadkach wygladam wrecz na zabiedzonego (i dotyczy to wszystkich przedzialow wiekowych).

Dzis wstalismy ok. 8:00. Mis wreszcie po dluzszej przerwie zasiadl w ubikacji (to juz nie te czasy co rok temu, gdy gubil te rzeczy w trakcie zabawy na plazy). Na sniadanie to samo co zwykle, ale zjedlismy wszystko co daja, bo w koncu to nie all-inclusive, wiec skoro zaplacone to trzeba zjadac, bo potem nie bedzie.
Nie dziwie sie natomiast, ze Witek nie chce jesc juz nic tutaj rano, ale wmuszamy w niego ile sie da.
Po posilku smarowanie, pakowanie zabawek i na plaze. Dzisiaj nad morzem ostro wieje, wiec przyjemnie sie siedzi, bo slonce nie dokucza - najbardziej zradliwa pogoda. Woda o temperaturze Baltyku w Kolobrzegu latem, wiec na razie kompiel sobie darowujemy. Taplamy sie w blocie z Misiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz