wtorek, 12 czerwca 2012
Wyladowalismy w Palermo
Witek jest nizwykle dzielny!Cala podroz albo ekscytowal sie tym co widac za oknem,albo tym co dzialo sie na pokladzie. Mnie podroz minela fatalnie-coraz gorzej reaguje na latanie. Na pokladzie poczestunek w formie kubka wody-w koncu czarter,wiec koryta nie spodziewalismy sie.Linie go obslugujace widzialem pierwszy raz na oczy - Travel Service. Witek zjadl swoja kolacje i poniewaz byl zmeczony wrazeniami zasnal zapominajac o smoczku. Przespal cala podroz. Dopiero przed ladowaniem, zgodnie z zasadami bezpieczenstwa Asi go obudzila - ale nowe wrazenia zwiazane z podchodzeniem nad lotnisko i przyziemianiem, byly silniejsze niz zlosc, ze nie dajemy mu spac, wiec nie protestowal. I tu taka ciekawostka - stewardesa poklocila sie z matka siedzaca przed nami, ze wbrew jej zaleceniom nie chce obudzic dzieci i zagrozila odebraniem jej paszportu. W ogole niektorym trudno bylo dostosowac sie do prozb personnelu, bo w trakcie lotu przychodzily SMS'y i ponawiane byly komunikaty o koniecznosci wylaczenia telefonow. Lotnisko w Palermo brudne - zwlaszcza toalety. W miare szybko odebralismy nasze toboly - bylismy jedynym lotem obslugiwanym tutaj o tak poznej porze - ale taki urok czarteru. Przy wyjsciu z lotniska tradycyjna odprawa z rezydentem - podzial na autokary rozwozace do wybranych hoteli. Mis nadal zafascynowany tym co widac za oknem, chociaz juz nieco zmeczony.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz