Przed kolacja, a po zejsciu z plazy pomaszerowalismy na basen - na wyrazne zadanie Wicia!
Szybko wyszorowalismy sie i zeszlismy na wieczorny posilek. Mnie osobiscie serwowane kolacje zaczynaja juz irytowac - cala zabawa trwa przeszlo godzine. Nie dziwie sie, ze Witek pod koniec traci juz cierpliwosc.
Po kolacji mielismy isc tradycyjnie na spacer do dziwnego miejsca (tajemnicza droga pod gore - trzeba zabrac latarke), ale Witek byl nieznosny, wiec za kare zostalismy w pokoju i musial ogladac z nami mecz.
Pakujemy sie, bo jutro ruszamy z samego rana na calodzienna wyprawe!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz