"...Jak juz zwiedzales na wlasna reke Azje, to podrozowanie po Europie bedzie dla Ciebie irytujace..."- tak powiedzial mi kiedys moj byly szef (ktory przemierzyl juz samodzielnie caly swiat) i niestety mial racje. Ale o tym za chwile...
W nocy slabo spalismy. Po sniadaniu, na ktorym Witek urzadzil awanture, wiec wyprowadzilem go ze stolowki, biegiem przygotowalismy sie do wyjazdu do Cefalu. Na autobus trafilismy idealnie. Po krotkiej jezdzie dojechalismy na rynek - czyli w miejsce do ktorego dotarlismy ostatnim razem pieszo. Upal od samego rana straszny.
Pospacerowalismy troche po miescie, zwiedzilismy gorujaca nad innymi budynkami katedre oraz port ze slynnym widokiem na zatoke. Urokliwe male miasteczko turysyczne. Potem popas i w droge powrotna. No i tu zaczely sie schody, bo okazalo sie, ze jeden autobus, ktory jechal do naszego hotelu sie zepsul, a drugi je opozniony - w sumie spedzilismy 40 min. czekajac na transport, w czasie ktorych spokojnie moglismy wrocic pieszo do domu. Zmeczeni zaleglismy w pokoju.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz