Na naszych rodakow mozna liczyc - przy odprawie balagan i awantury, bo oczywiscie zawsze trafi sie ktos, kto uwaza, ze jego stanie w kolejce nie obowiazuje (i nie mam tu na mysli rodzin z malymi dziecmi, czy ludzi starszych).
Kontrola bezpieczenstwa ze wzgledu na EURO posunieta do absurdu-nawet oba aparaty fotograficzne musielismy rozpakowywac i osobno przeswietlac. Plus, ze wszystko milo i kulturalnie sie odbywa. Tradycyjnie opilismy sie jak baki nielegalnej wody przed przejsciem bramek. Mysz tradycyjnie zdjela nawet buty. Wicio zachwycony wszystkim co widzi - niezwykle pobudzony, dlatego uciazliwosci formalne wcale go nie irytuja. Mnie przeciwnie - wszystkie te czynnosci budza teraz daleko idaca odraze. Bazujac na wczesniejszych doswiadczeniach od razu pomaszerowalismy na Fryderyki, zeby Witek sie wyszalal, ale plac zabaw nie bardzo go zainteresowal - co innego widok na plyte lotniska i ladujace / startujace tam samoloty.
Asia z Witkiem poszli sprawdzic, gdzie jest gate, z ktorego startujemy - bo znajac juz podejscie naszych rodakow, nalezy zalozyc, ze tam tez beda starali sie skomplikowac sobie i innym zycie...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz