piątek, 15 czerwca 2012

Piatek

Wyjatkowo pozno dzisiaj wstalismy - spalo sie dobrze. Po obudzeniu - zdziwka: za oknem cale niebo zasloniete gestymi chmurami. Ale na szczescie jest cieplo. Wicio ladnie zjadl cale sniadanie. Przebralismy sie za plazowiczow, wtarlismy w skore impregnat i zgodnie z wczorajsza obietnica dana Witkowi, poszlismy najpierw na basen. Poniewaz pochmurno, wiec woda chlodna, ale Witek tak jak wszystkie dzieci na swiecie zupelnie sie tym nie przejmowal i zmusil mnie do stalego w niej przebywania przez 45 min. W tym czasie Asia za doplata niemala, zorganizowala nam pobyt w hotelu az do samego wyjazdu - inaczej musielibysmy sie wymeldowac jutro o 11:00 (a wyjazd powrotny jest o 22:30). Udalo nam sie w koncu wynegocjowac z Wiciem przejscie na plaze. Dzisiaj mimo optymalnej pogody (pochmurno - brak slonca) nie ma tu nikogo. Lekki wiatr. Morze mocno cofnelo sie od ladu. Razem z Witkiem grzebalismy w piachu (zbudowalismy zamek), ganialismy sie polewajac woda i obrzucajac blotem - jednym slowem cala plaza dla nas (chociaz tutaj nigdy nie ma tloku). Mnie po za kilkoma muszelkami udalo sie znalezc 5 drobnych monet.
Po Misia drzemce (byl tak zmeczony, ze zasnal tak jak go Mysza polozyla) podpatrywalismy kraby pustelniki i inne zyjatka wedrujace w wodzie przy brzegu.
Byl plan zeby pojsc na pizze, ale okazalo sie, ze knajpa przy plazy jest czynna dopiero od 19:00 (!) - nie dziwi mnie wiec teraz, uwaga poczyniona przez przewodniczke, ze Sycylia to bardzo biedny region Wloch - jak biznesu nie potrafia robic.
Wrocilismy wiec na basen, a Asia poszla do marketu, po jakis prowiant. Mis po wyjsciu mamy podjal sluszna decyzje o pojsciu do pokoju. Pobawilismy sie tam w oczekiwaniu na Mysz. Po jej przyjsciu zjedlismy, odpoczelismy i jeszcze przed kolacja poszlismy potaplac sie w basenie - Wicio zaliczyl kolejne niespodziewane nurkowanie, ale nie zrazilo go to do dalszego taplania sie. Znowu trzeba bylo negocjowac dlugo jego wyjscie na brzeg,
Szybko wyszorowalismy sie, spakowalismy graty na wieczorny spacer do Cefalu i poszlismy na kolacje. Dzisiaj na pierwsze danie byl makaron po bolonsku (taki sobie: sos ubogi, kluski niedogotowane). Wiciowi nawet smakowal. Po wczorajszych doswiadczeniach bardzo wiele osob zrezygnowalo z dzisiejszej kolacji - stolowka swiecila pustkami.
Zjedlismy pierwsze danie - dzis nas szybko obsluzono - i pomaszerowalismy ogladac nocne zycie Cefalu. Po drodze mijalismy gosci naszego hotelu, ktorzy odpuscili sobie dzisiejsza kolacja.
Na promenadzie do Cefalu wreszcie zaczelo sie cos dziac - otworzyly sie lokale, ktore podejrzewalismy, ze sa w ogole nieczynne (a one dzialaja tylko po nocy).
Cefalu wieczorem wyglada znacznie ciekawiej - miasto wreszcie zyje! Dotarlismy do portu po drugiej stronie wzgorza - akurat malo ciekawego obiektu. Ale jest tu przynajmniej latarnia morska, ktorej brakowalo mi od poczatku w calym landszafcie. Ruch uliczny niezbyt intensywny - Wlosi staraja sie tu jezdzic bardzo ostroznie. Fajnie, cicho i spokojnie - mimo, ze kazda uliczka to rzad knajp pelnych turystow. Wieczor chlodny, ale w miasteczku momentami duszno w co wezszych uliczkach.
Wrocilismy spacerem, Mis nawet wiekszosc drogi przeszedl na wlasnych nogach (caly czas w dobrym humorze), aczkolwiek koncowke spaceru charakteryzowala pewna nerwowosc - Myszy i mnie zaczal powaznie dokuczac zoladek, tak, ze do pokoju wpadlismy z impetem. Wicio poszedl spac pozniej niz zazwyczaj, bo dopiero po 23:00, ale w koncu sa wakacje, a dzisiaj jest do tego "zielona noc".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz